poniedziałek, 5 grudnia 2016

Listopad 2016

Fajne jest takie podsumowanie miesiąca. Kiedy zaczynam myśleć o minionych czterech tygodniach zawsze wydaje mi się, że nic się nie wydarzyło. Potem, jedna po drugiej przypominają się sytuacje, wyprawy, cenne chwile. Okazuje się, że miesiąc, to bardzo długi okres, to czasowy wór bez dna. Potrząsam kalendarzem i wypadają z niego nowe listopadowe znajomości, miejsca, które odkryłam, wrażenia, myśli, fragmenty rozmów, spojrzenia, filmy, książki...
Nat i Pol świetnie bawili się na dwóch imprezach: Święcie Jesieni (Herbstfest) w przedszkolu i pochodzie św. Marcina z lampionami (Laternenumzug) zakończonym ogniskiem i pieczeniem chleba. Ja też bawiłam się znakomicie zezując w ciemnościach, by nie pogubić tych ruchliwych, podskakujących pomponów i wychylając raz po raz kubeczki grzanego wina (Glühwein). 
Nat pomagał mi też w pracy przy corocznych Berlińskich Dniach Bajek (Berliner Märchentage). Jest to świetna inicjatywa, podczas której, w różnych dzielnicach miasta czytane są dzieciom tradycyjne bajki w różnych językach. Jest to zawsze język niemiecki i jeden dodatkowy. My oczywiście czytaliśmy po polsku.
Pol pomyślnie przeszła swoje doroczne badania rozwojowe (U7), a Nat po raz pierwszy nocował u swojej przyjaciółki. Papa był aż w dwóch podróżach służbowych, co przeżyliśmy tylko i wyłącznie dzięki wsparciu Babci i Dziadka. W tym miesiącu udało mi się wyrwać aż na dwie tak zwane imprezy kulturalne. Pierwsza z nich to godna polecenia multimedialna wystawa dzieł Hieronima Boscha, a druga to genialny (co mnie, przyznaję, trochę zaskoczyło) koncert Moniki Brodki. Byłam naprawdę zachwycona, oczarowana i pełna podziwu. Hut ab!
Starczy. Nie chcę Was zanudzać, a jeszcze trochę mogłabym tak opowiadać. Trzeba jednak odwrócić głowę i spojrzeć w przód. Witaj, Grudniu! :)


1 komentarz: