poniedziałek, 15 maja 2017

Ogród Botaniczny w Berlinie

Czy ogród botaniczny może być atrakcją dla małych dzieci? Nie mieliśmy pewności, ale ponieważ koło niego przejeżdżaliśmy i dysponowailśmy dwoma wolnymi, niedzielnymi godzinami, postanowiliśmy to sprawdzić. I tu, proszę Państwa, sensacja! Zaaferowane, autentycznie zainteresowane tematem dzieciaki biegały wśród kaktusów i kwiatów podziwiając, wąchając, dotykając, wskazując, słuchając śpiewu ptaków i wykrzykując na przemian zachwycone "patrz!" i zdziwione "a cio to?". Dwie godziny okazały się stanowczo za krótkie, a my nawet nie zdążyliśmy opuścić szklarni. Dramatem to jednak nie było, bo na zewnątrz akurat porządnie się rozpadało.

Berliński Ogród Botaniczny jest trzecim co do wielkości na świecie i warto jest zaplanować na niego co najmniej pół dnia. My na pewno jeszcze tam wrócimy, bo mimo wątpliwości okazał się niezywkle wdzięcznym celem rodzinnego wypadu i sporo zostało nam w nim do odrycia. Mnóstwo połączonych ze sobą szklarni, kilometry ścieżek wśród drzew, klombów, pawilonów i krzewów, wystawy tematyczne... Aktualnie otwarta jest wystawa drzewek bonsai i bardzo żałuję, że zabrakło nam na nią czasu. Latem w ogrodzie odbywają się koncerty pod gołym niebem. Na odpoczynek i regenerację sił zapraszają restaruacja i kawiarnia. Zostać można by w ogrodzie cały tydzień. Pytanie tylko, czy pozwolą nam rozbić gdzieś namiot?


Wstęp do ogrodu kosztuje dorosłych 6€, natomiast zniżkowy 3€. Dzieci do lat sześciu wchodzą za darmo. Poza tym istnieją też oferty specjalne, np. bilet rodzinny, wieczorny itd. Za wstęp do muzeum i na wystawy tematyczne płaci się dodatkowo. Zachęcam, by zajrzeć na stronę ogrodu i nieco zaplanować spędzony w nim czas. Nasza spontaniczna, krótka wizyta, choć bardzo udana, raczej bardziej jeszcze podsyciła ciekawość. 


Głównym celem naszej niedzielnej wycieczki był jednak polonijny koncert "Powróćmy jak za dawnych lat" organizowany przez Verein für Interkulturelle Begegnungen e.V. Bardzo przyjemna, sentymentalna podróż z humorem do muzycznej Polski lat 1920-1960.
Pola wykończona zwiedzaniem koncert niestety przespała. Za to Nat bawił się świetnie (przynajmniej pierwszą godzinę, bo po niej główka też zaczęła mu się kiwać nie do rytmu) i pękał ze śmiechu podczas zabawnego wykonania hitu "Ada, to nie wypada". Mnie najbardziej spodobała się aranżacja piosenek "Przeklnę cię" oraz "Sex appeal". Publiczność, mimo deszczu dopisała i kolejny raz mogłam doświadczyć tego, że organizowanie imprez polonijnych w Berlinie naprawdę ma sens. Oby częściej! 


4 komentarze:

  1. Hej! Fajna niedziela była w takim razie. Nawet mi nie przyszło do głowy, żeby pojechać do botanicznego (np. we Wrocławiu). Pewnie będzie trzeba przemyśleć sprawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ogrody botaniczne nie cieszą się raczej wielką popularnością, a szkoda. A może i dobrze, prznajmniej można się w nich zrelaksować. Gdy tylko Poli nie ma w pobliżu ;)

      Usuń
  2. Wy to macie dobrze, zazdroszczę atrakcji, chyba nie macie czasu na nudę, też chcę do Berlina !!!!!!!!!!!!!!!a dzieciaczki - już nie wiem czego nie doświadczyły jeszcze a tyle przed nimi jeszcze..... Pozdrawiam - znudzona i zanudzona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do ogrodu jechaliśmy prawie godzinę, więc niestety nas też to dotyczy: jak chce się coś przeżyć, trzeba się ruszyć z domu. ;) P.S. W Poznaniu też jest botaniczny. :)

      Usuń